sobota, 7 stycznia 2012

Zła matka.

Podczytuję sobie blogi mam. Różnych mam. Jednak jedno wynika niemal z każdego bloga. Krzyczy do mnie tak głośno, jakby co najmniej megafon miało - one mi wyglądają na lepsze matki, niż ja kiedykolwiek byłam i kiedykolwiek będę. Czytam, jak to pięknie można zrobić pyszne i zdrowe zupki do słoiczka albo na świeżo. Czytam, jak to można wymyślić zylion zabaw na spędzanie czasu z potomkiem. A ja? Właściwie od początku karmiłam go tym, co jedliśmy my. Oczywiście bez przesady, ale miksowane zupki z dyni i groszku, tudzież króliczka (bo zdrowy i ekologiczny), podlewane oczywiście mega zdrową  specjalną dla dzieci wodą mineralną nigdy nie gościły na stole potomka. Jadł rosół z normalnego truchła kurczaka z kaszą manną, podlewany zwykłą kranówą (proszę mnie nie zlinczować). Jeśli chodzi o zabawy, to nie chce mi się wymyślać cudów na kiju, które i tak nie są kompatybilne z moimi jakże ograniczonymi zdolnościami manualnymi. Bawimy się prosto i konkretnie - układanie wieży z klocków czy puzzli, jeżdżenie autami, ewentualnie czytanie książeczek (czasem przyplącze się jakieś rysowanie, ale w ograniczonym zakresie). 
Wychodzi więc na to, że jestem prawdziwą złą matką. Mam za mało czasu i za dużo pracy. Tyle że nawet jak nie miałam pracy, byłam złą matką :) Nie ma dla mnie usprawiedliwienia. Ale jakoś średnio się tym przejmuję.

2 komentarze:

  1. Klub złych matek jest zdecydowanie większy;) choć i tych dobrych nie potępiam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby wiem, ale na blogach wygląda to tak doskonale...

      Usuń