Na początku małe uaktualnienie. Syn cofnął się w rozwoju. Przestał wołać, przestał siadać na nocnik. Pewnie nie przyszła jeszcze jego pora.
Już od dłuższego czasu syn kocha pociągi miłością namiętną. Najpierw była "tasiąg", potem "ociąg", teraz "pociąg" odmieniany przez liczby i przypadki właściwie bezbłędnie. Wystarczy włączyć mu jadącą ciuchcię i będzie wpatrywać się w monitor niezmordowanie nieograniczoną ilość czasu. I nie chodzi o żadną bajkę, tylko o zwykły pociąg właśnie, choćby jadący donikąd. Ważny jest jego widok, ewentualnie dźwięk dopełnia euforii. Pociągi jako zabawki również rządzą. W domu szaleństwo. Matka wyszukuje na Youtube coraz to nowe kompilacje pociągów, ojciec na allegro sprawdza zabawki. Przejście obojętnie obok przejazdu kolejowego nie wchodzi w rachubę. Jeśli jedzie pociąg, zaliczamy histerię, jeśli tylko Adam nie zobaczy wagonów i ciuchci.
No nic, szaleństwo nieszkodliwe, niech sobie syn kocha pociągi :)
Z tym nocnikiem, to u znajomych widziałam podobną historię. Syn zaczął im chyba dość wcześnie wołać i siadać na nocnik. Trwało to kilka tygodni, a potem nieoczekiwanie, z dnia na dzień przestało go to bawić. Ciekawe czym to jest spowodowane - czy tak, jak piszesz jeszcze nie przyszła pora dziecka na to, czy może korzystał z nocnika dopóki było to dla wszystkich takie super i dostawał za każdym razem brawa od rodziny, a gdy wszyscy już przeszli do porządku dziennego z nową umiejętnością, dziecku ta "zabawa" się znudziła? A może jakiś stres, duża zmiana?
OdpowiedzUsuńJa do tematu przybieram się na razie mocno teoretycznie, ale widzę, że (za przeproszeniem) sikanie to temat rzeka;)
My dawaliśmy brawa cały czas, więc to nie to. Natomiast nie mam pojęcia, co, naprawdę. Mogę tylko zgadywać.
Usuń