Adam ostatnio znowu dostarcza mi niemałych emocji. Choć jego komunikacja werbalna pozostawia wiele do życzenia, znowu zaczął mówić „tata”. Wychodzi mu to oczywiście słodko, zabawnie i cudownie (która matka tak nie uważa?). Nauczona całkiem już niezłym doświadczeniem postanowiłam nie prosić go o powiedzenie „mama”. Popełniłam jednak błąd jakże wielu matek, a mianowicie postanowiłam pochwalić się jego zdolnościami w pobliskim sklepie. Pani była zachwycona, ale postanowiła nieco podrążyć temat.
-Powiedz „mama”.
Mój syn nabrał powietrza i z pełnym przekonaniem powiedział
-Dupa.
Pewna byłam, że to czyste przejęzyczenie i podczas gdy pani Ania słaniała się ze śmiechu, poprosiłam go raz jeszcze:
-Powiedz „mama”.
-Dupa. - już z mniejszym entuzjazmem odpowiedział Adam
-„MA-MA” - siliłam się wydobyć od niego właściwą odpowiedź.
Zawstydził się, zdębiał. Nie za bardzo wiedział, czego się od niego wymaga, po czym już nieco ciszej powiedział:
-Padu.
Pani Ania wpadła pod ladę, a ja stwierdziłam, że może kolejny raz pytać go nie będę, bo jeszcze inne wyrazy wpadną mu do glowy. Wróciliśmy do bezpiecznego „tata”.
:)
OdpowiedzUsuń